BARWNA SUMA

5 Wrz

Tadeusz J. Chmielewski PRAGNIENIE, Norbertinum Lublin 2017

„PRAGNIENIE” – taki tytuł nosi albumu, który Tadeusz J. Chmielewski wydał w Norbertinum. Książka ukazała się wiosną 2017 i miała promocję z wielkim rozmachem. Spotkaniu autorskiemu w Galerii Vetter (Młodzieżowy Dom Kultury nr 2 w Lublinie) towarzyszyła wystawa fotografii, bo Tadeusz (piszę o nim po imieniu, gdyż, kiedyś wspólnie uprawiliśmy turystykę górską) od dawna rejestrował rzeczywistość tak aparatem, jak i słowem, które często potem śpiewał do skomponowanych przez siebie melodii i przy własnym akompaniamencie. Ponadto od zawsze był zapalonym ekologiem – nie tylko jako pracownik naukowy i przedstawiciel instytucji powołanych do ochrony zasobów naturalnych. ( Szczegółowy wykaz jego zatrudnień i osiągnięć we wspomnianych dziedzinach znajduje się na stronach książki, więc nie będę ich przytaczać, by nie wprowadzać zbyt oficjalnego tonu) Na wspólnie odbytych trasach poznałam go również jako męża i ojca, bo wędrował w towarzystwie rodziny.
Wszystkie te aktywności znalazły świadectwo w albumie. Odbiły się tu także jego różnorodne postawy. Czułe oko artysty zachwycone pięknem krajobrazu sąsiaduje ze spojrzeniem fachowca od środowiska. Potrzeba inwentaryzacji obiektów przyrodniczych przeplata się z chęcią zatrzymania w kadrze postaci bliskich, a reliktów natury z wykwitami cywilizacji. Obrazom tym towarzyszą (a może to obrazy towarzyszą słowom?) wiersze, liryczne notatki prozą oraz naznaczone tragizmem zapisy z życia rodziny. W niektórych spośród 45 tekstów autor, jak eseista, dywaguje na temat losu albo skupia się na rozważaniu stylów fotografii…. Zaś wszystko to spaja pragnienie, by dać świadectwo istnienia – własnego i otoczenia w całym swym bogactwie. Od związku z przodkami, przez różnorodność doświadczeń aż po deklarację norm, które wpływały na życiowe wybory.
W sukurs temu pragnieniu przyszło Wydawnictwo, które wypuściło imponującą pod względem poligraficznym pozycję. Format A-4, piękny papier, znakomita kompozycja plastyczna stron, na których słowo i obraz zespoliły się kolorem tła we wzajemnie podbijającą swoje znaczenie całość. Toteż album znakomicie spełnia ideę tytułowego wiersza:

Na początku było Pragnienie
[…}
A Pragnienie wciąż pobudza je
do poszukiwania
nowych form ekspresji

(ABC „Moje urodziny, 4.04.2013)

A chociaż użyte w nim „pragnienie” ma chyba metafizyczny sens, nie szkodzi to jednak, by oba porządki się spotkały.

Reklamy

KŁOPOT Z MINISTREM SZ.

29 Sier

Nie dość, że rozpoczął współczesną rzeź niewiniątek,  to jeszcze i to…  Minister, który za nic  ma sobie protesty ekologów, a nawet dyrektywy Komisji Europejskiej, zaczął sprawiać jeszcze jeden kłopot.

Tym razem jednak nie z własnej (złej) woli skazuje nas na wyczerpujące próby przezwyciężenia trudności i cierpienia (ucha). Te pierwsze – uogólniając – są udziałem dziennikarzy i komentatorów występujących w mediach, drugie- także generalizując – dotyczą głównie ich słuchaczy.

A  gdyby tak przypomnieć sobie Fredrę… Nie, żeby komediowym spojrzeniem łagodzić ból po wycince puszczy.  Fredro potrzebny jest w innej sprawie. Wielkiego Narodowego Twórcę  z małego formatu dewastatorem dobra narodowego łączy tylko nazwisko o wspólnym paradygmacie.

Jeżeli w szkole przyswoiliśmy sobie wzór jego odmiany, niech nasze usta będą niczym Arka. Choć tyle możemy ocalić.

O JEDEN WIĘCEJ

20 Czer

Moja kolekcja znów się powiększyła. Stało się to 2-go czerwca wczesnym wieczorem, ale w natłoku wydarzeń kulturalnych, które mnie absorbowały, nie zdążyłam tego obwieścić światu. Aha, powinnam przypomnieć, co gromadzę. Mój zbiór obejmuje „przebiegi” spotkań autorskich, do których zaliczam tak scenariusze, jak i zachowania bohaterów.

I właśnie szczególna gratka trafiła mi się podczas niedawnego festiwalu poetyckiego w lublinie. Wtedy to jeden z uczestników zbiorowego czytania wierszy (czterech poetów, każdy prezentuje własną twórczość) … odmówił wykonania czynności. A zdumiona publiczność nawet nie doczekała się wyjaśnienia, z jakiego to powodu.

We mnie zgorszenie walczyło z radością, bo choć mi się to nie podobało, to jednak zdarzenie pomnożyło mój zbiór, co musi budzić wdzięczność hobbysty.Z tego więc miejsca pragnę podziękować ofiarodawcy, który – jak mi się wydaje – zechce pozostać anonimowy.

WZRUSZENIE I PODZIW

13 Czer

W miniony piątek przed południem znalazłam się w sali widowiskowej Centrum Kultury, którą po brzegi wypełniała niemal wyłącznie młodzież, która przybyła pod kuratelą nauczycieli. Nie wróżyło to nic dobrego…

Kiedy jednak na scenie zaczęła się taneczna opowieść o historii Lublina, wszyscy zapomnieli o swoich smartfonach, chipsach i ploteczkach. W skupieniu oglądali płynnie następujące po sobie części i nawet nie przerywali ich brawami, świadomi że to przedstawienie, a nie estradowy występ. Bardzo mi zaimponowało ich teatralne obycie i uradowała chęć uczestnictwa w kulturze.

To pierwsze zadowolenie łączyło się z satysfakcją, jakie dawało samo widowisko – choreograficznie przygotowane i wyreżyserowane przez Renatę Pyszniak, która jest także twórczynią kostiumów. Do spektaklu zaangażowała najdojrzalszych tancerzy spośród kilkunastu grup prowadzonych przez siebie w Spółdzielczym Domu Kultury ”Czechów”, którzy stworzyli sprawny technicznie i świadomy środków ekspresji zespół oferujący barwne widowisko o dobrze zróżnicowanym rytmie i nastroju.

Do tego jeszcze rozczulał mnie widok tancerek (bo to jednak głównie dziewczęta)pamiętanych przeze mnie jako nieśmiałe adeptki, przeobrażonych teraz w obyte ze sceną wykonawczynie.

Podziwiałam efekt pracy, ale nie mniej zapał do niej, jaki nie opuszcza ich wieloletniej instruktorki umiejącej wyzwalać w młodych ludziach prawdziwą pasję do tańca i chęć spełnienie się na tym polu.

Jeszcze raz gratuluję.

MŁYNARSKI JEST DOBRY NA WSZYSTKO

7 Czer

Ech, ubawi Was ogromnie
W parę chwil balladka ta:
Raz w zaprzęgu szły dwa konie,
Szły w zaprzęgu konie dwa.

Pierwszy był to koń posłuszny,
Który w galop, cwał czy trucht
Pięknie ruszał, grzecznie ruszał
Na najmniejszy bata ruch.

Za to drugi koń był hardy,
Nieposłuszny, pędziwiatr,
W biegu szybki, w pysku twardy,
Furda lejce, furda bat!

Zaś gdy chodzi o woźnicę,
Co na koźle z batem tkwił,
Bardzo on to kierownicze
Stanowisko lubił był.

Ten woźnica dnia każdego
Myślał, mrużąc ślepia złe:
Skarcę konia niegrzecznego,
Gotów jeszcze kopnąć mnie!

Lecz cóś przecież począć muszę
Albo z kozła ruszać precz,
Autorytet się mnie kruszy,
Autorytet ważna rzecz.

Po czym w stajni, już przy żłobie
Ten woźnica bat swój brał,
Brał go tęgo w dłonie obie
I… grzecznego konia prał…

A do niegrzecznego mawiał,
Strojąc głos na srogi ton:
Jak się będziesz, draniu, stawiał,
To zarobisz tak jak on!

A kto jest którym koniem, co to za woźnica i w kontekście jakiej rzeczywistości przypominam tę balladę, niech pozostanie moją gorzką tajemnicą.

KSIĄŻKI I DZIECI

30 Maj

Za nami maj – miesiąc, z którym nie tylko łzy, bzy i słowiki, ale i książki mają szczególne znaczenie. A przynajmniej imprezy poświęcone ich promocji. Natomiast już pojutrze pierwszy czerwca, czyli Dzień Dziecka. Pozwolę sobie więc wykorzystać styk tych okoliczności, by wsiąść na ulubionego konika.

Od dawna istnieje przekonanie, że autor jest wobec swego dzieła w podobnej relacji co rodzic i dziecko. Jedno i drugie jest cząstką tego, kto je stworzył, ma więc wobec niego wiele praw, nie wspominając o obowiązkach. Typologia rodzicielstwa jest rozległa, ale zajmę się tylko postawą dominującą. Nie reprezentują jej wyłącznie jacyś budzący zgrozę brutale.Czasem są to całkiem sympatyczni ludzie, a ich panowanie nad potomstwem ma postać troski o dobro spłodzonych przez siebie istot. Ta często jednak tłumi ich aktywność i nie pozwala uzyskać autonomii. Próby indywidualnej ekspresji ustają wobec nacisku i potomek staje się jedynie kimś z opisu rodzica.

Czy mylę się, że ten psychologiczny schemat niekiedy ujawnia się także podczas spotkań autorskich, na które autorzy przychodzą ze swoimi dziećmi – utworami? Chcielibyśmy je usłyszeć. Jesteśmy ciekawi, co myślą i jak mówią. Mamy zamiar im to umożliwić, lecz wtedy czuwający w pobliżu rodzić skwapliwie je wyręcza. Opowiada, co sądzą na różne tematy, jakie mają charaktery i jak by nam jeszcze mogły się przedstawić, gdyby doszły do głosu.

Cudowne narzędzie demokracji

25 Maj

Czyli alfabet. Od iluż niezręczności potrafi uchronić. Przed iloma pretensjami zabezpieczyć. Wystarczy, że trzeba wyliczyć członków ciała kolegialnego, które nie ma wyraźnej struktury z przewodniczącym i członkami. Podać uczestników imprezy, w której podczas jednego występu stają ramię w ramię podczas i na czas występu grają równorzędne role. A więc – przynajmniej z pozoru – są sobie równi,choć wszyscy wiemy, jak taki „spłaszczenie” – szczególnie w dziedzinach artystycznych – bywa bałamutne.

Jeżeli jednak organizator wydarzenia nie ma pomysłu na oddanie hierarchii wewnątrz takiej grupy, powinien się chwycić porządku alfabetycznego. Jak deski ratunku. Wtedy ostatni w szeregu będzie miał pretensje do losu, że go obdarzył nazwiskiem na Zet i nie poczuje zawiści wobec pierwszego, bo wiadomo, że ktoś na A – z tego samego tytułu – musi być przed nim. Alfabet tak chciał i koniec. Żadna wycena artystycznych zasług, skutek powinowactwa, wpływ opcji politycznej. W takim układzie nic nie zdradza kontrowersji w sprawie doboru zaproszonych. Nic nie sugeruje, które decyzje zapadły na samym początku, a które w ostatniej chwili, jakby na doczepkę. To powinno zostać tajemnicą twórców imprezy. Elegancja tego wymaga.

Przeczytałam właśnie program jednego z lubelskich festiwali, który obchodzi właśnie swoje dziesięciolecie, i zobaczyłam w nim coś, czego wolałabym nie zauważyć. Fastrygę spinającą kształt lubelskiej cząstki, co już przedwstępnie obniża powagę lokalnej reprezentacji.

Nie zamierzam walczyć o staromodną kurtuazję wobec płci, która kazałaby „kobiety puszczać przodem”, ale zechcę się upierać, że każdy powinien mieć prawo do imienia …przed nazwiskiem. Żeby stawiane po nim nie rzucało na poetę cienia urzędniczej stylistyki.

Kolejność alfabetyczna może nie jest narzędziem doskonałym do traktowania artystów, ale jak dotąd nic lepszego nie wymyślono.

%d blogerów lubi to: