Cudowne narzędzie demokracji

Czyli alfabet. Od iluż niezręczności potrafi uchronić. Przed iloma pretensjami zabezpieczyć, kiedy trzeba wyliczyć na przykład członków ciała kolegialnego, które nie ma wyraźnej struktury z przewodniczącym i członkami.  Zatem równymi sobie – przynajmniej w sensie organizacyjnym. Wtedy wystarczy zastosować kolejność alfabetyczną i nazwiska, weźmy na to reżyserów biorących udział w niekonkursowym przeglądzie filmowym pojawią się w następującym porządku: (Laco) Adamik, (Robert) Gliński, (Krzysztof) Krauze , (Wojciech ), Smarzowski, (Andrzej) Wajda. Alfabet tak chciał i koniec. Żadna, wycena artystycznych zasług, ani skutek powinowactwa, ani opcja polityczna. Układ nie zdradza też dyskusji w gronie organizatorów nad doborem zaproszonych. Nie pokazuje,  że ktoś w ostatniej chwili został dokooptowany. Jest czystą kartą, na którą odbiorcy będą mogli nanosić swoje wrażenia ze spotkania z dziełem.

Przeczytałam właśnie program jednej z lubelskich imprez,  która na dobre zapisała się w kulturalnym krajobrazie miasta. Dlatego chciałabym, żeby nie było na niej widać fastrygi spinającej poszczególne części, która już przedwstępnie obniża jej powagę..

A nawet jeżeli wyjdziemy z założenia, że w sztuce nie ma miejsca na demokrację, a już zwłaszcza na kurtuazję wobec płci, to przynajmniej się będę upierała, że każdemu przysługuje imię przed nazwiskiem. Bo stawiane po nim nawiązuje do urzędniczej stylistyki, co tak nieprzyjemnie rzuca swój cień na tak potraktowanych poetów.

%d blogerów lubi to: