POROZMAWIAJMY O SUKCESIE

11 Mar

Czy któryś wśród twórców nie marzy o sukcesie? Widzicie, nikt nie podniósł ręki. To teraz trzeba zapytać, co kto rozumie pod tym pojęciem. Do odpowiedzi wyrywa się wiele osób.„Co innego marzyć, a co innego liczyć”. Otóż to. Już pierwsza uwaga każe dociekać, czy ma to być rzeczowa rozmowa czy wymiana fantasmagorii. Tak. Realne odniesienie do rzeczywistości jak najbardziej wskazane. Ktoś krzyknął: „Pieniądze czy sława?” A czy to nie idzie w parze?  Aha, jeszcze ktoś prosi o uściślenie dyscypliny artystycznej, do której będziemy się odnosić. Słusznie. Proponuję, ograniczyć się do literatury, bo o problemach literatów wiem najwięcej. Czy już mogę sformułować pierwsze wnioski? Dziękuję.

Większość ludzi pióra na sukces komercyjny nie może liczyć. I kompletnie nie ma tu wpływu, czy jest się członkiem SPP , ZL, czy też się funkcjonuje poza nimi. Stworzyć coś, co zechce renomowane wydawnictwo zdarza się nielicznym. Chyba że się pisze, ale  o tym później…

Dla większości sukces rozkłada się na etapy. Najpierw wysyłamy swoje utwory do zazwyczaj  niskonakładowych i niskobudżetowych pism literackim, w których prestiżowo jest coś zamieścić bez żadnych honorariów albo w śmiesznych kwotach.

Potem staramy się o dotacje na wydanie książki, którą się zdobywa w konkursach mających wielu kandydatów, jednak  nielicznie usatysfakcjonowanych w finale.

Wreszcie oddajemy swoje dzieło do druku firmie, która wpisała sobie w zakres działalności  usługi wydawnicze.

Kiedy już książka staje się bytem materialnym, czekamy na choćby odnotowanie jej w prasie,  a może nawet recenzję.

Jeszcze  jakieś „fajna, fajna” w gronie koleżeńskim, może coś w konkursie literackim i na tym koniec.

Nasze książki nie wchodzą na rynek księgarski. Nie widać ich na wystawach. Nie można ich kupić. W bibliotekach się  pojawiają, jeżeli zaniesiemy tam część z puli egzemplarzy autorskich. Na półki rodzin i znajomych też  trafiają w formie naszych podarunków. Reszta zazwyczaj spoczywa w magazynach wydawcy niewiedzącego co z nimi zrobić, bo przecież dystrybucja to tylko obciążenie.

Tymczasem ten obraz przedstawia prawdę tylko połowiczną, są bowiem wyjątki.

Fakt, dzieli z nami los niszowego liryka. Musi czekać na wsparcie  Domu Kultury w niewielkim mieście, żeby opublikować tomik wierszy w małej oficynie, ale w innym pisarskim wcieleniu jest filarem operacji marketingowej empiku „Czytam sobie” jako autor „Baby Jagi na deskorolce” wydanej przez Egmont. Ta właśnie pozycja znalazła się wśród 10 najlepiej sprzedających się książek, co potwierdził  już drugi raz przeprowadzony ranking. A rozprowadzaniem ich zajmuje się Mac Donald s, gdzie ruch jest zapewne większy niż w którejkolwiek z centralnie położonych księgarń.

Zresztą pozycji dla dzieci ten autor ma już na koncie ze trzydzieści i od lat pojawiają się na ladach i w witrynach.

Fakt, z pełną świadomością braku finansowej gratyfikacji decyduje się  fragmenty swojej powieści dać  rzeszowskiej „Frazie”, ale przekłady publikował  też w hojnie płacącej „Europie” lub nieco skromniejszych ekonomicznie „Zeszytach Literackich”. Tłumaczenia wykorzystane przez Biuro Literackie w ramach programu „Ambasadorowie poezji” też pewnie zaowocują nie tylko pozycją translatorską. A chyba się jeszcze w Lublinie szykuje cała seria wydawnicza poetów rosyjskich, nad którymi pracuje od lat. Ale o tym wiem zbyt mało, że coś więcej ogłaszać.

Fakt, lubi zarzucać na siebie metaforyczną pelerynę. Ba, nawet zwano go tu kiedyś „księciem poetów”, ale pod nią siedzi twórca komercyjnych reklam.

Fakt, artysta wszechstronny – pisarz, bajkopisarz, poeta, dramaturg, tłumacz poezji rosyjskiej, satyryk, publicysta, komentator, aktor  –  dzieli z nami twórcze niedole, ale jako jeden z nielicznych w naszym gronie od lat  żyje z literatury

Wiecie, o kim mówię? – Właśnie. Czy ktoś chce coś dodać na temat sukcesu w literaturze?

Reklamy

Komentarzy 5 to “POROZMAWIAJMY O SUKCESIE”

  1. grzegorzfilip Marzec 14, 2014 @ 10:29 am #

    „Powodzenie jest zgubą większości artystów” – pisze w swoim eseju Jan Darowski, którego książkę właśnie czytam. Powodzenie sprawia – mówi dalej – że energie, które gromadziłyby się za tamą „niezrozumiałości” i piętrzyły w potęgę, wyciekają łatwym strumykiem. Gdy niezrozumiany Picasso tworzył wciąż nowe, oryginalne dzieła, Chirico – sprzedając bez trudu – „stanął tam, gdzie zatrzymało go powodzenie”.
    Więcej na moim blogu.

Trackbacks/Pingbacks

  1. O sukcesie | grzegorz filip. blog literacki - Marzec 14, 2014

    […] Ten wpis inspirowany jest tekstem Magdaleny Jankowskiej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: