Archiwum | Kwiecień, 2014

Pamięci Tadeusza Różewicza

29 Kwi

WIERSZ UCZNIA

 

zamknąłem się w „swoim” pokoju

połknąłem

geriavit

concor proscal horzal

rutinoscorbin

wiesiołek bilobil

witaminę A+E

espumisan itd.

 

”są możliwe”

odpowiadam na pana pytanie

Adorno

”nawet po”

 

”rodzą się”

”żywią się mięsem”

 

”moim”

 

Wiersz pochodzi z tomiku „Dobierany”, który ma sie ukazać w tym roku.

Reklamy

MÓJ KRAJ (2)

22 Kwi

Tyle narzekań, a jednak transformacja poprawiła w nim klimat. Jakieś dowody? – Chociażby te kwitnące magnolie.

Siedzący z książkami

15 Kwi

W pół drogi między 2 kwietnia – Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci a 23 tegoż miesiąca – Międzynarodowy Dzień Książki chwila uwagi dla tego najzacniejszego z produktów techniki i intelektu. Bowiem książka jest dobra na wszystko. Można ją podłożyć pod nogę krzywego mebla. Na książce można oprzeć karierę. W książce da się zasuszyć kwiat albo schować jakąś sumkę w banknotach. Wkładana pod pachy na czas jedzenia uczy eleganckiej pozycji przy stole. Trzymana na głowie w trakcie chodu, daje piękną sylwetkę. Dawniej książki były również sprzymierzeńcami dyskrecji: w przesyłaniu miłosnych listów i liścików oraz  w wysyłaniu wroga na tamten świat, gdy ich kartki nasączono trucizną. Książki palone na stosach zmieniały ducha narodu, a przy okazji bieg historii i kształt świata. Zniszczenie największej biblioteki starożytności posłużyło tendencyjnym interpretacjom zdarzenia, którymi do dzisiaj  można się posłużyć.

Czy pominęłam jakiś ważny sposób wykorzystania książki? Byłabym święcie przekonana, że nie, gdybym nie zapuściła się w poświęcone im blogi, a przez nie na strony fejsbuka,  gdzie trafiłam na „Siedzącego z książkami”. Tak sobie nazwałam mężczyznę na zdjęciu. Zarówno jego personalia, jak i nazwa jego niebagatelnego stanowiska znajdują się w podpisie pod fotografią, ale nie ma potrzeby tych danych  ujawniać.  Mężczyzna ten siedzi na czarnej kanapie w mieszkaniu właściciela strony, na której to oglądam, o czym z kolei przekonuje mnie zamieszczona obok dokumentacja zdjęciowa. W obydwu dłoniach trzyma książki  o barwnych okładkach. Ich tytuły też zawierają w sobie kolor. Te w prawej tworzą  rozpostarty wachlarz, a właściwie nie –  talię kart w trakcie układania, która za chwilę będzie uzupełniona o jeszcze jedną – tę z lewej. Może to as wyciągnięty właśnie z rękawa. Rzeczywiście, Siedzący ma pokerową twarz. Tak mu karta „użarła”, czy tylko blefuje, wiedząc że to się może skończyć klęską?

Wreszcie moment na niedyskrecję. Na dokumentalną  dosłowność. Na sedno sprawy. Ów podpis zawiera passus: „trochę zdziwiony rolą”. Koniec żartów, przyglądam się „Siedzącemu z książkami” jeszcze raz. Mniej jemu, bardziej tym książkom. Same nowości wydawnicze dla najmłodszych. Jest jesień 2013 roku. Niektóre jeszcze przed promocją. Od dłuższego już czasu „Cała Polska czyta dzieciom”, co toruje tym pozycjom drogę do odbiorcy, a – wiadomo – czego Jaś się nie nauczy… i czym skorupka za młodu… Chyba Siedzący ma tego świadomość. Dlaczego więc jego mina nie ma wyrażać tego, co Danuty Stenki z delicjami na huśtawce.

Jak znam człowieka, nie pojmuję, co go mogło wprawić w  sugerowany stan. Może wpadł tu na męską wódkę? Wieku, płci i urody gospodarza znów nie będę zdradzała, bo Przyjaciel Książki, to przyjaciel książki – prymat idei nad materią! Może mieli oceniać wiersze w jakimś poważnym  konkursie, jak to się poetom zdarza, a wciągnęła ich lektura dla maluczkich? Może  żadnej z nich wcześniej nawet nie otworzył. Nie można mieć czasu na wszystko, a jego zasługi wobec literatury i tak wylicza się przez parę linijek na skrzydełku. Zdziwił się, że tak instrumentalnie można potraktować książki? Może wreszcie… Nie, to mi z trudem przechodzi przez klawiaturę – siebie miał na myśli?

 

MÓJ KRAJ (1)

8 Kwi

 

Pelargonie wyszły na balkon. Na ich miejscu stanęły storczyki.

Cd.

1 Kwi

Zaczęłam już kiedyś o sukcesie w literaturze, utożsamiając go z możliwością utrzymania się z pióra. Dzisiaj – nie obawiając się już o zepsucia pointy  – dorzucę, że owo życie nie jawi mi się jako dostatnia egzystencja. Wiem, że częściej bywa w nim  krucho i wtedy pomoc państwa w formie stypendiów, dotacji i okolicznościowych nagród  pomaga przetrwać. Wiem też, że te dochody nie pochodzą tylko z dokonań czysto  artystycznych, ale są efektem łączenia zysków z różnych działań – często tylko pokrewnych literackim. I już to  mam za godne podziwu, a może nawet zazdrości.

Co więc w końcu jawi mi się sukcesem? Przyrównam go do góry lodowej. Większa część bryły – ta zanurzona w morzu – to samo przeświadczenie, że się jest artystą i odwaga zakomunikowania tego całemu światu. Czubek zaś, to decyzja, żeby nic innego poza tym nie robić, a mimo to nie dać się okolicznościom zepchnąć pod powierzchnię.

Już pisząc te słowa, uświadamiam sobie, jak łatwo takiego kogoś wziąć za uczepionego literatury niczym rzep psiego ogona. Żałośnie uwięzionego w swoich mrzonkach, uzurpacjach, przewidzeniach na własny temat. W determinacji budzącej politowanie. A przede wszystkim roszczeniowego.

A zatem i przykład poety, który miał ilustrować tezę, że – niestety – nie wszystkich stać na trwanie w byciu artystą, staje się dwuznaczny. Mam na myśli Waldemara Żelaznego, autor tomiku „Sklep z zabawkami” wydanego w Czytelniku (1986). Wcześniej jego zbiórek „Apokalipsa Jana W.” ukazał się w III. serii Lubelskich Prezentacji Poetyckich. Już po drugiej książce stał się najgłośniejszym poetą lubelskim. Jego wiersze słyszało się w programach Polskiego Radia, ale chyba i w Wolnej Europie. Chodził w sławie twórcy opozycyjnego. Udzielał się na spotkaniach.  Prowadził warsztaty literackie. Zapraszał do Lublina najwybitniejszych pisarzy. Aż zniknął z horyzontu. Zamilkł jako liryk. Wydał jeszcze jakąś książkę dla dzieci. Nic nie publikuje. Ze środowiskiem nie utrzymuje kontaktów. Mało kto wie, co się z nim dzieje.

Nie wiadomo, czy „poeta” to taki sam tytuł jak prezydent, premier, prezes lub dyrektor i zatrzymuje się go do końca swoich dni. Trudno zatem orzec, czy już nie jest poetą, bo to może być tylko przerwa i po latach milczenia, odkładania do przysłowiowej szuflady, ujawni się z czymś równie dobrym. I nie sposób zawyrokować, na ile to przykład „odpadnięcia” od ściany literatury równoznaczny z porażką, a na ile sukces samoświadomości. Bo to może być i ten wariant zachowania. Rezygnacja z występowania pod jej sztandarami, kiedy na rzecz sztuki się nic nie świadczy.

%d blogerów lubi to: