POMYSŁ NA…

13 Maj

Czasy spotkań autorskich, kiedy wystarczał  pisarz (jeżeli poeta to iluminowany świecą) ze swoim dziełem i publiczność, dawno się skończyły. A z dodatków ekstra już nie wystarczy flakon z kwiatami i stremowany/a pracownik/ca domu kultury albo biblioteki zapowiadający/a występ. Dramaturgia tych imprez znacznie się rozbudowała. Dzisiaj wychodzi się z założenia, że odbiorcy zepsuci ilością obrazów i dźwięków,  nie są w stanie zaakceptować zbyt ascetycznej formy. Potrzebne są elementy uświetniające, ozdobniki i spowalniacze na chwilę odpoczynku. Im więcej, tym lepiej. Temu przeświadczeniu poddają się już chyba wszyscy. Nawet sam  autor, bez tego czułby się  nieswojo, jakby mu kazano wystąpić nago.

Kilka miesięcy temu byłam na szczególnie bogato oprawionej promocji, która się odbywała w sali kinowej świeżo otwartego po remoncie Centrum Kultury, czyli w miejscu dzisiaj bardzo prestiżowym. Wydawca, którego prezes przybył „pod krawatem” zadbał o wszystko.  Przysłowiowa lampka wina grubo przekraczała to skromne pojęcie. Toż to był obfity bufet!

Właśnie ukazała się książka Łukasza Marcińczaka  Świat trzeba przekręcić. Rozmowy o imponderabiliach, będąca zbiorem wywiadów ze znanymi Lublinianam – Jerzym Bartmińskim, Anną Kaczkowską, Zygmuntem Nasalskim, Moniką Adamczyk- Garbowską, Januszem Opryńskim, Sabiną Magierką, Andrzejem Trzcińskim, Ewą Dados, Tomaszem Pietrasiewiczem, Janem Kondrakiem, Marią Brzezińką., Grzegorzem Linkowskim, Małgorzatą Bielecką-Hołdą, Robertem Kuśmierowskim. – że wymienię tylko nazwiska bez tytułów i specjalności.

Miejsce spotkania było zaaranżowane tak, że naprzeciw widowni siedzieli półkolem niemal wszyscy, z którymi autor prowadził rozmowy. Spotkanie rozpoczęło wystąpienie reprezentantów lubelskiej humanistyki. Potem głos zabrali przedstawiciele Urzędu Miasta, który książkę sponsorował. Czyli wszystko według utartego toku. Ale na tym się nie skończyła część poprzedzająca prezentację książki.

  Potem przyszła kolej na tych, co udzielali wywiadów. Pierwszemu z nich został wręczony mikrofon. Usłyszeliśmy, że autor tego zbioru jest człowiekiem nadzwyczaj skrupulatnym, świetnie przygotowanym do swojego zadania. Mikrofon przechodził z rąk do rąk. Ktoś następny dodał, że bardzo cierpliwym i wyrozumiałym dla chwilowych niedyspozycji rozmówcy. Inna osoba z kolei podkreśliła, jak wysoko ceni taki profesjonalizm albo takt. Już nie wiem co dokładnie. Na pewno, był to komplement. Robiło się niemożliwie  słodko i nudno. Wreszcie głos zabrał uznany reżyser i poruszył sprawę stosunku do Lublina w tonie  gombrowiczowskiego buntu wobec ojczyzny. Odtąd kilkoro wywoływanych podjęło ten wątek, dopóki profesor anglistyki, nie wyłożył urzekająco naturalnie, że jego ten problem wcale nie zajmuje. Tym ozdrowieńczym testem położył kres dywagacjom „ja- a moje miasto”. Muszę także wspomnieć chwilę, kiedy obydwie tematyczne rundy przełamało wystąpienie dziennikarki radiowej , która zdecydowała się odtworzyć fragment swojego słuchowiska poetyckiego. Pamiętam, że wywołało to lekką konsternację na sali, co chyba sama szybko odczuła jako wyrwanie się przed szereg..

Długo myślałam o tym zdarzeniu. O reakcjach ludzi – tych na podium i wśród publiczności. O ich oczekiwaniach. Dlaczego to się wydało niestosowne? Czemu miała służyć obecność tej chyba piętnastki znakomitości? I o potrzebie scenariusza, który by tak rozpisywał zadania, aby z ich układu wynikało jak najwięcej satysfakcji dla wszystkich – autora, bohaterów pozycji, zgromadzonych gości. Gdyby na przykład każdy, jak autorka słuchowiska,  mógł się przedstawić, uaktualniając rejestr osiągnięć, bo przecież rozmowy prowadzone były od kilku czy nawet kilkunastu lat i sukcesywnie  publikowane w „Asie UMCS”? Może gdyby ci ludzie zostali poproszeni o odczytanie odpowiedzi na jedno z pytań – np. trudne,  zaskakujące, to, które odkryło przed nimi jakieś nieznane rejestry ich egzystencji? Jak  bowiem wygląda bilans zbiorowych wysiłków w opisanym kształcie? Książka nie zaistniała nawet w maleńkiej próbce.. Osoby w niej występujące nie stały się dla uczestników promocji  indywidualnościami. Autor mógł się wobec tych litanii pochwał poczuć nieswojo, a słuchacze uważać ją za „ustawkę” .Ponad godzinę wstępu.. Cała para w gwizdek.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: