NA SKRZYŻOWANIU KULTUR

23 Wrz

Dużo jeżdżę na rowerze, ale także często chodzę do teatru. Wiele razy w ciągu miesiąca bywam na koncertach, wystawach, w kinie i na spotkaniach literackich. Toteż jestem zakorzeniona zarówno w kulturze fizycznej, jak i duchowej. I dotąd uczestnictwo w obydwu jej wymiarach odbywało się bezkolizyjnie, aż tu nagle się skonfliktowało.
Zapadał już wczesny wrześniowy zmierzch. Znad Zalewu Zemborzyckiego wracałam trasą rowerową, która na wysokości ulicy Zamojskiej krzyżuje się z Mostem Kultury (niezorientowanych odsyłam pod adres:
http://kultura.lublin.eu/wydarzenia,1,1354, Most_Kultury.html?locale=pl_PL).Już z daleka słychać było orientalną muzykę. Przystanęłam więc, żeby przedrzeć się przez niewielki tłumek i zobaczyć, co się dzieje w środku zamkniętego kręgu, przeciętego jednak przejściem między stolikami w działającej tam kawiarni. Ustawiłam rower przy poręczy mostku i z przyjemnością patrzyłam na młode kobiety w tańcu brzucha.
Ale nie tylko pląsające z wdziękiem dziewczyny wypełniały przestrzeń kamiennej estrady, którą stanowił bruk szlaku komunikacyjnego. Co chwila z wielkim impetem wjeżdżał na nią jakiś rowerzysta albo cała ich grupa, porozumiewająca się między sobą bez najmniejszego skrępowania. Zdawało się, że zaraz kierownica draśnie biodro którejś z wykonawczyń.
W pierwszej chwili zatrzęsłam się z oburzenia i nazywając ich w duchu chamami, jako cyklistka zaczęłam się za nich wstydzić. Ale zanim się popis skończył, spłynęło na mnie opamiętanie i zaczęłam sobie tłumaczyć, że niesłusznie wymagam czołobitnego stosunku do sztuki, która wychodzi na ulice. Skoro rezygnuje z zamknięcia w swoim sanktuarium, jakim jest sala koncertowa, to musi być przygotowana na zderzenie z przeciwnościami. Umieć stawić czoła wszystkiemu, co może zakłócić jej misterium. Być pewna swego zwycięstwa, którego gwarantem jest prawdziwa jakość.
Kiedy już sobie pomyślałam w ten sposób, to znowu ogarnęło mnie wahanie, czy nie za dużo żądam od spersonifikowanej przeze mnie – jak sobie uświadomiłam – sztuki, a za mało od przechodniów, którym się zdaje, że każdy ma status świętej krowy, choć tu nie Indie.
Zmierzch przerodził się w prawdziwy mrok. Taneczny występ się skończył. A ja zostałam na skrzyżowaniu kultur ze swoimi wątpliwościami. I rowerem opartym o poręcz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: