LUDZKA POTRZEBA

30 Wrz

Dawno, dawno temu w polskiej telewizji były programy dla dzieci – choć trudno dziś sobie to wyobrazić – które polegały na rozmowie dorosłego z zabawką. Aktor Stanisław Wyszyński dialogował z pluszowym niedźwiadkiem na bardzo kulturalne tematy – głównie związane z książkami dla dzieci. Program ten nazywał się „Miś z okienka” i był czarno-biały. Prowadzący wdzięczył się do pluszaka i do małych widzów, chociaż w nieco inny niż to obecnie bywa sposób. Aż któregoś razu, kiedy mu się wydawało, że już wszystkie urządzenia do emisji zostały wyłączone, bo – w co znowu trudno uwierzyć – programy szły na żywo, powiedział w stronę swojej publiczności: „A teraz pocałujcie, dzieci, misia w dupę”. Tymczasem mikrofony jeszcze działały i wszystko poszło w eter. Ależ to był skandal! Bo to było jeszcze na świetlne odległości przed aferą podsłuchową i grubo przed mediami o „żywym kontakcie” z odbiorcami. To sprawiało, że język mediów diametralnie różnił się od języka codziennego. A również myśli dzieliły się na te do wypowiedzenia prywatnie i właściwe do mediów.
Już nie wiem, czy to odkrycie, że człowiek jest tak sam ze sobą sprzeczny, wydało się szokujące, czy ujawnienie, że w ściśle cenzurowanej telewizji wymknęła się spod kontroli spontaniczna reakcja. Że w tej starannie spreparowanej rzeczywistości jest miejsce na prawdziwe życie z jego nieprzewidzianymi wypadkami.
Ale to przecież tylko skutek uboczny tego wydarzenia. Podstawowa wiedza, jaka z niego wynika, to wewnętrzna niezgoda tego człowieka na swoje miejsce w życiu. On tu spędza czas z zabaweczką, edukując malców, własnym palcem drapie ją za uroczo sterczącym uszkiem, a tu wielkie role mijają. Na Hamleta za późno, na Pana Młodego z Wesela – także. Warto by zdążyć chociaż na Dulskiego albo Króla Lira. Tymczasem znowu trzeba będzie poprowadzić odcinek z misiem… Co się w takiej sytuacji ciśnie się na usta? Nic, tylko ta gadka z całowaniem w dupę.
Bohater tej historii dawno przepadł w pomrokach dziejów i tylko majaczy w ułomnej pamięci zbulwersowanych wówczas widzów oraz Internecie, ale potrzeba odreagowania jest wiecznie żywa. Jak już się człowiek tak ponaprzymila, nawdzięczy do obcych ludzi, których ma przekonać, że tylko dla nich istnieje i to ćwierkanie stanowi jego najważniejszą z życiowych satysfakcji, to ma ochotę im powiedzieć tak coś od serca – umęczonego taką egzystencją.
Skąd to przekonanie? Z bywania w miejscach, gdzie spotykam nadętych i ponurych ludzi, jakby mieli właśnie wypowiedzieć cytowane już zdanie, a których z mediów znam jako najmilszych i „do rany przyłóż”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: