FREELANCER

10 Lu

Co za urocze słowo. Wymawiam je sobie dla przyjemności płynącej z samego dźwięku. Jakąż energię dają mu te dwa „r”. Język drga jak wiatraczek wentylatora i serwuje nam ożywczy powiew długiego „i” oraz łagodne tchnienie „lanc”. Wystarczy sobie tylko wyobrazić upalny dzień. O, jak miło. Zresztą w warunkach zimowych jego brzmienie też da się osadzić. Strumień powietrza będzie wtedy przypominał dmuchanie w rozżarzone węgle, żeby w kominku szybciej się pojawiły wesołe płomyki.

(Ostrożnie! Za dużo o pogodzie. To może sugerować, że brak ci tematu.)

Co za niespójne słowo. Wystarczy, że mu się przyjrzymy przez pryzmat etymologii traktowanej z przymrużeniem oka i sięgając do jej naiwnej wersji. A czyż nie taka najchętniej zagnieżdża się w umysłach? „Free” mówi o wolności, którą kochamy pod każdą postacią – tak w „freedom” , jak i uzyskaniu czegoś „free”. Ale już druga jego cząstka wydaje się mieć związek z młodzieżowo brzmiącym „lans’ lub bardziej oficjalnym „lansowanie”, a to otacza wyraz specyficzną aurą. Już przed oczami wyobraźni staje osoba próżna, która tylko marzy, żeby zostać celebrytą. I dobrze zapowiadający się termin, nagle traci.

( W porządku. Chyba dobrze buduję napięcie. Tylko czekać, aż zacznę sypać nazwiskami)

Co za bałamutne słowo. Na pozór wiąże się z wyborem drogi życiowej wolnej od przymusów, na której w miejsce żmudnego samodoskonalenia promuje się krzykliwą reklamę, a z cech –nie skromność, a tupet.

(Bez rozpędzania się w tym kierunku. Nie jest w moim interesie uchodzić za egzaltowaną.Trzeba dać dowód posiadanej wiedzy)

Termin „freelancer” zawdzięczamy Walterowi Scottowi, który użył go dla określenia najemnego wojownika w średniowieczu. Użyta w nim cząstka „lance” pochodziła od rodzaju ówczesnej broni – lancy. Słowo, które angielski pisarz stworzył na początku XIX wieku, u nas zrobiło karierę dopiero w ciągu ostatnich lat i oznacza osobę pracującą bez etatu. Wcześniej mówiło się o niej „wolny strzelec”, ale obca terminologia szybko wyparła rodzimą.

(Chyba już czas najwyższy przejść do konkluzji, bo wyjdę na kogoś nękanego belferskim przymusem)

Tak czy siak nazwiemy osobę specjalizującą się w danej dziedzinie i pracującą na zlecenie, to ważne, żeby sobie uświadomić, jaki ciężar ma dla niego noszona broń. Ile trzeba włożyć siły, żeby temu zadaniu sprostać? Niby drzewce z natury są lekkie, groty raczej wąskie i proporczyki krojone w wysmukłe trójkąty, to posługiwanie się nimi przez lata wymaga dużej krzepy, a i odporności psychicznej.

(Zamiast mówić o wszystkich, lepiej powiedzieć coś o sobie. To bardziej przekonuje.)

Wiem, bo „sztukę robienia lancą” uprawiam od dawna, pisując o teatrze z tej właśnie pozycji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: