KULTURA JAKO TOWAR

3 Lip

Co jakiś czas podnoszą się głosy, aby kulturę traktować jak każdy inny towar. Teza ta ma swoich gorliwych wyznawców i zaciekłych przeciwników. Nie będę tu przytaczała argumentów każdej ze stron, ograniczę się tylko do przykładu wziętego z życia, który ma być przyczynkiem do opisu stanu faktycznego.

Reklama jest dźwignią handlu, co wiadomo nie od dzisiaj, a konkurencja źródłem zmiany obyczajów. Żeby więc nie wykorzystywać mimowolnego lansowania pewnych marek na przykład w takich serialach telewizyjnych, do niedawna obowiązywał całkowity zakaz podsuwania odbiorcy towarów, na których widniały znaki firmowe producentów. Toteż kiedy aktor w nich sięga po sok, to będzie on w kartonie, jakiego nie ma na rynku. Chyba że, bo tu się wyraźnie coś zmieniło, po emisji ma być umieszczona informacja o „lokowaniu produktu”. Wówczas w tym programie możemy zobaczyć dosłownie to samo, co spotykamy na półkach sklepowych. Na stoliku może już stać sok „Hortexu”, a z kuchennej szafki bez problemu wyjmuje się paczkę kawy Jacobs

Dla sprawiedliwości muszę przyznać, że wymóg zastępowania w serialowej rzeczywistości wyrobów realnych „fałszywkami” dotyczył także dóbr konsumpcyjnym o charakterze duchowym – na przykład gazet. Żadna z postaci nie zasiadała z autentycznym tytułem w rękach, tylko z jakimś sprokurowanym przez scenarzystów. I tutaj chyba już tak zostało. Nie udało mi się zauważyć, fakt, że w pobieżnym kontakcie z tego typu ofertą, aby ktoś wziął teraz do ręki jakiś „Teatr” czy „Zeszyty Literackie”, choć już można ujawnić świadomy zabieg. Oczywiście, nie bez zainwestowania w to pewnych środków. I tak rzecz się wyjaśnia, choć od początku chyba nie była tajemnicą.

A teraz przykład zupełnie odwrotny, kiedy nagłaśnia się publicznie czyjąś firmę, bez najmniejszych obaw, że to może naruszać przyjęte zasady i prowadzić do przykrych konsekwencji. Nazwa firmy brzmi jak przydomek, niczym „amator kwaśnych jabłek” czy „wyznawca latających spodków”, więc łatwo go używać w antenowej rozmowie. Wprawdzie za szyldem tej jednostki gospodarczej stoi tylko jedna osoba, jej właścicielka, więc dochód z niego nie może się równać z żadną „Sorayą” czy „Pudliszkami”. A zajmując się redagowaniem książek i propagowaniem czytelnictwa, nie bije się z nikim o klientów. Ale czy właśnie to swobodne reklamowanie tego przedsiębiorstwa w jednej z ogólnopolskich stacji radiowych nie świadczy właśnie a apriorycznym przekonaniu, że kultura nigdy nie dorobi się statusu towaru.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: