Archiwum | Listopad, 2015

PROWADZENIE

24 List

Kiedy się ogląda występ zawodników tańca towarzyskiego, to ich zajęcie wydaje się czymś niezmiernie łatwym. Wspaniała harmonia ruchów nie dopuszcza myśli o istnieniu surowych reguł, porządkujących ekspresję ciał. On prowadzi, ona podąża za nim i ta strategia owocuje samym pięknem. Natomiast przyglądając się popisom w programie, który służy między innymi temu, abyśmy się dowiedzieli, kto jest już gwiazdą, a kto instruktorem zabiegającym dopiero o jej status, możemy odkryć kłopoty w sprostaniu temu podziałowi ról. Jednak dopiero obserwacja parkietu z samymi amatorami ujawnia konflikt postaw. Tu przestaje być ważna płeć, a zaczyna indywidualna energia.

Doszłam do obrazka z wesel i wczasowych potańcówek, żeby nim zilustrować temat, na który już się przerzucam. Miałam ostatnio wieczór autorski (Pozdrawiam wszystkich przemiłych pracowników Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie) Ustalając z organizatorami jego przebieg, zdecydowałam się nie angażować nikogo do prowadzenia spotkania, lecz samodzielnie wypełnić go sobą i swoją nową książką (dziękuję Urzędowi Miasta Lublin, który zaakceptował tę pozycję w projekcie „Lublin 2017” oraz Wydawcy, który dołożył wszelkich starań, żeby „Gabion” wyglądał tak, jak wygląda). Przyjęłam na siebie równocześnie zadanie moderatora i występującej autorki. Przeskakiwałam od stawiania pytań do odpowiadania na nie. I czułam, że Jankowska, co prezentuje zbiór opowiadań i miniatur szarpie się z Jankowską dociekającą nie tego, co jest w jej twórczości najważniejsze. Mam tylko nadzieję, że publiczność (dziękuję wszystkim PT Gościom których obecność była dla mnie zaszczytem i radością ) nie ma mi za złe uczestnictwa w tej walce o dominację w tym tańcu moich dwu połówek.

CHOCIAŻ SYMBOLICZNIE

10 List

Przyjąć czy nie? Przezwyciężać obawy wobec nieznanego, a może je potraktować jak złowieszcze przeczucia? Pomagać, ale ile? Wszystkim czy tylko swoim według pewnych kryteriów? I jak to robić, by dając szacunek wyższym wartościom, uwzględnić w sobie działanie najniższych instynktów?

Kłócimy się o to na internetowych forach i w realu. A w tej wojnie postaw szermujemy argumentami, za którymi na ogół nie stoją żadne doświadczenia. Te postawy ukształtowały się, że tak powiem, na sucho, czyli w tym wypadku bez kontaktu z obcym.

Sama to po sobie czuję. I choć z zasady należę do ludzi gotowych dzielić się z potrzebującymi, na co mam niezbite dowody, nie wykraczają one poza krąg rodaków. Natomiast aprioryczne deklaracje świadczenia z własnych zasobów oraz bogactwa całego narodu są niesprawdzonym wyobrażeniem na swój własny temat.

Dopiero w zeszłym tygodniu poznałam Syryjczyka. Adel Karashali nie był wprawdzie wyniszczonym uchodźcą, ale zadbanym mężczyzną od lat mieszkającym w Niemczech, gdzie pracuje na lipskim uniwersytecie. Do Lublina przyjechał na IV. Międzynarodowy Festiwal Literacki „Czas Poetów”, by w języku arabskim czytać swoje wiersze. Robił to bardzo dobrze. Powoli, z wielkim namysłem rozkładając akcenty. Tak, ze nawet bez tłumaczenia, można było wyczuć dramatyzm utworów poświęconych ojczyźnie, którą przed laty musiał opuścić.

Jego występ wydał mi się najlepszy ze wszystkich. Chłonęłam mądre słowa z ust siwowłosego mężczyzny o ciemnej karnacji i wypełniała mnie radość, że może być mi taki bliski. I chociaż to bardzo naiwne, poczułam się jakoś tak dobrze, jakbym już potwierdziła zgodność swoich słów i czynów. Jakbym już powiedziała – i to bez wahania – witamy.

%d blogerów lubi to: