Tag Archives: tomik

NIE MA REGUŁ BEZ WYJĄTKÓW

4 Kwi

Ledwie zdążyłam napisać o zgubnych konsekwencjach upodobania do przymiotników – tak wśród twórców literatury, jak i odpowiedzialnych za jej obieg – a już spieszę z tytułowym zastrzeżeniem.

Pewnie bym tkwiła w przekonaniu, że trzy w jednym wersie, choćby najdłuższym, źle świadczą o warsztacie, a jeśli w dodatku odnoszą się do jednego desygnatu, są dowodem stylistycznego zapóźnienia itp., itd. Przeczytałam jednak najnowszy tomik Marzanny Bogumiły Kielar. Wiersze ze zbioru wydanego po dwunastu latach milczenia poruszyły mnie głęboko. Szczególne zaś wrażenie dała mi sensualność świata uzyskana właśnie dzięki tej „niebezpiecznej” części mowy. Ani jednego z nich bym nie wykreśliła. Żaden nie wydawał mi się użyty ponad potrzebę. Podobnie jak dopełniaczowych metafor, które zwykliśmy brać za dowód poetyckiej nieporadności. Tu jednak obydwa zabiegi stworzyły niepowtarzalną jakość – świeżą i przekonującą.

Chciałabym mnożyć listę słów dopowiadających cechy tej poezji, ale zakazuję sobie tego niebezpieczeństwa. Tchnienie nowe w zużyty, jak by się mogło zdawać, materiał odbieram z pozycji Salieriego, który słucha muzyki Mozarta.

Reklamy

PS

29 Gru

Niedawno pisałam o twórczości Pani Elżbiety Cichli- Czarniawskiej. Ale kiedy ostatnio, w trakcie przedświątecznego odkurzania książek, trafiłam na Jej tomik „Wielkie małe głody” to nabrałam ochoty, żeby dorzucić jedną uwagę. Już tytuł tego wydanego przez Państwowy Instytut Wydawniczy „Pax” (1968) zbiorku zestawiony z tytułem ostatniego „Bliżej milczenia” eksponuje opozycję: młodość – starość. Jednak kontrast ten najsilniej ujawniają same wiersze:

lekko zatrzymuje się włos
w połowie wiatru
dzień dobry wiosno ulico
i jeszcze chorągiewko deszczu
dzień dobry

pogodzona zupełnie
z miłością konieczną
do popłochu spojrzeń
do obietnic kroków
odświętnie spadam w sam środek
zrównania kwietnia i serca

wtedy zatrzymują się gest
w połowie nabrzmiewania

dzień dobry
niechybna goryczy
w poprzek wiatru
śmiało prostującego włos

jak nagle jestem
pogoda
zardzewiała od wykruszonego we mnie
światła

(Dzień dobry z Wielkie małe głody, 1968)

po co utrwalasz w sobie
szkice z nieodbytych podróży

tam
kontury dziwnych miast
prawdziwych a nieistniejących
ludnych choć niezamieszkałych
tam błędne echa pośpiesznych spotkań
i płochliwych pożegnań

obrzeza niespełnień

z bezsennej perspektywy
naszczekują porzucone chwile
zmięte wzruszenia spadają na bruk
jak bilety donikąd
[…]
(sowa śnieżna z Tyle ile cię jest, 2005)

Że też wiersze zdradzają nasz wiek bardziej niż szyja czy dłonie…. W cudzej twórczości widzę to dokładniej niż we własnej.

%d blogerów lubi to: