Tag Archives: wiersze

NIE MA REGUŁ BEZ WYJĄTKÓW

4 Kwi

Ledwie zdążyłam napisać o zgubnych konsekwencjach upodobania do przymiotników – tak wśród twórców literatury, jak i odpowiedzialnych za jej obieg – a już spieszę z tytułowym zastrzeżeniem.

Pewnie bym tkwiła w przekonaniu, że trzy w jednym wersie, choćby najdłuższym, źle świadczą o warsztacie, a jeśli w dodatku odnoszą się do jednego desygnatu, są dowodem stylistycznego zapóźnienia itp., itd. Przeczytałam jednak najnowszy tomik Marzanny Bogumiły Kielar. Wiersze ze zbioru wydanego po dwunastu latach milczenia poruszyły mnie głęboko. Szczególne zaś wrażenie dała mi sensualność świata uzyskana właśnie dzięki tej „niebezpiecznej” części mowy. Ani jednego z nich bym nie wykreśliła. Żaden nie wydawał mi się użyty ponad potrzebę. Podobnie jak dopełniaczowych metafor, które zwykliśmy brać za dowód poetyckiej nieporadności. Tu jednak obydwa zabiegi stworzyły niepowtarzalną jakość – świeżą i przekonującą.

Chciałabym mnożyć listę słów dopowiadających cechy tej poezji, ale zakazuję sobie tego niebezpieczeństwa. Tchnienie nowe w zużyty, jak by się mogło zdawać, materiał odbieram z pozycji Salieriego, który słucha muzyki Mozarta.

Reklamy

KIM JEST TEN CZŁOWIEK?

17 Sty

A właściwie, kim może, kim powinien być ? To problem, który mnie dopada po spotkaniach autorskich, a że na wielu bywam, to i co jakiś czas do niego wracam. I wcale mi nie idzie o centralną postać takiej imprezy, tylko o człowieka wyznaczonego do jej moderowania, bo chociaż osoba ta wydaje się znajdować w cieniu nominalnego bohatera, to ma możliwość pociągania za wiele sznurków.

Wyobraźmy sobie na przykład sytuację, kiedy przed publicznością staje twórca znany jako autor książek dla dzieci, poeta i tłumacz. Już i bez tej mnogości zatrudnień pisarza prowadzący z nim rozmowę znajduje się w podwójnej relacji. Ma obowiązki wobec gościa i wobec publiczności. Ten pierwszy zapewne liczy, że zostanie ciekawie przedstawiony. Ciekawie – to znaczy, że w prezentacji pojawią się najpochlebniejsze opinie krytyków, których samemu twórcy nie wypadałoby przytaczać, żeby nie zostać posądzonym o nieskromność. Widzowie zaś na wstępie oczekują skondensowanej wiedzy o dorobku „gwiazdy wieczoru”. Potem już obydwie strony chcą tego samego – zobaczyć w artyście ciekawego człowieka. I w tej kwestii ten, kto podczas spotkania dialoguje z pisarzem, ma wiele do zrobienia.

Pod warunkiem jednak, że stanie się sejsmografem czułym na wymogi ludzi po obydwu stronach stolika. Szczególnie gdy w tłumku przybyłych są rodzice z dziećmi, dla których występujący jest autorem dydaktycznych wierszy, miłośnicy czytanej po polsku Achmatowej, Brodskiego czy Venclovy oraz sympatycy liryki samego bajkopisarza i tłumacza.

Tu muszę rzucić kolejny snop światła na moderatora – on przecież także ma swoje ambicje, które potrafią wziąć górę nad innymi powinnościami. I co wtedy? Tak długo drąży niuanse translacji, że zanim sam siebie przekona, że uzyskał niespotykaną wnikliwość, familie chyłkiem opuszczą spotkanie, pozostali zaczną się głośno domagać słowa wiązanego, a z czoła bohatera spłynie kolejna struga siódmych potów.

%d blogerów lubi to: