Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

DWA W JEDNYM PLUS JESZCZE COŚ

21 Lu

Ten dodatek to ponowne odkrycie Dworku Wincentego Pola i to nie tylko jako muzeum biograficznego, ale też miejsca otwartego na najbardziej aktualne przejawy kultury. Poprzedni raz byłam tu z okazji któregoś z okrągłych jubileuszy Sceny Plastycznej KUL, której działalność dokumentowała wystawa zdjęć Lucjana Demidowskiego.

Teraz impulsem do odwiedzenia tej placówki stało się spotkanie autorskie duetu Anna Łyczewska (poezja) i Krzysztof anin Kuzko (fotografia). Ich wspólna książka „Lublin zza mgły” ukazała się w Norbertinum pod koniec 2017 roku jako pozycja zrealizowana w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublina.

Miejsce okazało się sympatycznie kameralne. Automatycznie wytworzyło się poczucie bliskości między bohaterami spotkania i gośćmi, którzy wypełniali salę po brzegi. Pan Wiktor Kowalczyk, kustosz, miło sprawował rolę gospodarza, a obecność prezesa Wydawnictwa Piotra Sanetry podnosiła rangę wydarzenia. Poczęstunek w tym domowym otoczeniu stał się sympatycznym podwieczorkiem, co piszę bez cienia kpiny, lecz głęboko przeświadczona, że choćby najmniejszy bufet zatrzymuje na chwilę gości. A krzątanina wokół stołu sprzyja nawiązywaniu kontaktów i zwykłą publiczność zamienia w towarzystwo. Słowem; jest ważnym dopełnieniem prezentacji samego dzieła.

Choć ono przecież powinno pozostać w centrum. Więc do rzeczy. Poetka wypełniła swoją część tomiku utworami haiku. Nie pokuszę się o rozpoznawanie cech gatunkowych japońskiej formy poetyckiej w zamieszczonych przez Anię tekstach, bo trudno temu sprostać. Wschodni sposób notowania wrażeń opierał się na innym metrum, a także na ścisłym związku z odmienną filozofią, więc europejskie próby wyrażenia treści w trzywersowych utworach muszą być odległe wobec pierwowzoru. Tym niemniej wspólną cechą pozostaje dążenie do minimalizmu, oddania nastroju chwili, pewnej subtelności wyrazu. Najbardziej poruszył mnie te :

Przy grobie dziecka
zapachniały poziomki.
Kiedyś ktoś płakał.

Fotografie Krzysztofa anin Kuzko – współtworzące album to portrety miasta co najmniej dwojakiego rodzaju. Jedne dają pierwszeństwo zobiektywizowanej prawdzie (o ile w sztuce można o takiej mówić)krajoznawczej, drugie mają charakter kompozycji symbolicznej, jak ten ptak w locie nad drutami Majdanka lub dwa cienie postaci w ruchu padające na tło bruku. I jeśli tutaj miałabym ujawnić własne gusty, to przyznam, że wolę zdjęcia bez tych postarzających je ramek, które zostały dodane do konterfektów miasta. Fotografie wypełniające całą powierzchnię stron lepiej do mnie przemawiają.

Zresztą sami będziecie mogli wyrobić sobie pogląd, oglądając wystawę obydwojga artystów w Urzędzie Miasta.

Reklamy

Świadectwo lubelskości

15 Lu

Waldemar Michalski to człowiek – instytucja: poeta, recenzent, redaktor kwartalnika „Akcent”, członek Związku Literatów Polskich, juror konkursów literackich, wieczny entuzjasta sztuki. I w wielu z tych ról pokazuje go książka „Zapisane w kalendarzu (szkice, komentarze, wspomnienia) – zbiór różnych gatunkowo tekstów, które przez lata publikował na rozmaitych łamach lub wygłaszał w stosownych okolicznościach

Jak przystało na pozycję wydaną w ramach zadania publicznego pod nazwą „Literaci Lubelscy Lublinowi na 700-lecie Miasta” stoi ono w centrum uwagi autora. Znajdziemy tu więc rys literackiej historii tego miejsca, polsko-żydowskie dzieje słowa drukowanego w Lublinie i obraz jego wielokulturowości na przestrzeni dziejów. Te ogólne tematy poprzeplatane są omówieniami twórczości pisarzy związanych z Lubelszczyzną. Lokalna perspektywa jest w moim odczuciu istotną wartością tej książki. Wybory dyktowane sympatią lub przynależnością do wspólnego kręgu stają się wyrazem zakorzenienia w środowisku. Michalski nie próbuje sugerować, że ustawia hierarchię literackich wartości według zobiektywizowanych miar. Raczej przedstawia się jako ktoś życzliwie towarzyszący twórczości kilkunastu osób z naszego regionu. To postawa godna najwyższej pochwały.

Chwilo trwaj!

12 Lu

Czas stracił ciągłość. Rzeczywistość rozpadła się na widoczne gołym okiem cząstki. Sweet foty dokumentują najpiękniejsze momenty indywidualnego życia, you tube częściej zapełnia się obrazami tragicznych zdarzeń, raczej odnoszącymi się do szerszej społeczności. Ten, naturalnie uproszczony w opisie, stan rzeczy jestem skłonna zaakceptować, bo może koncentracja na krótkotrwałych sytuacjach pozwala nam nie zauważać upływu czasu, a uświadomiony potrafi zaboleć.

Ostatnio chciałam poznać stan prawny w ważnej dla mnie kwestii. Poszukując orzecznictwa, przeglądałam kolejne strony internetowe i znajdowałam publikowane tam postanowienia. Jedne były z 9 grudnia godz 14. 32 , drugie z 17 lipca 13.15, kolejne… Długo bym mogła wymieniać szczegóły, cóż mi jednak po nich, kiedy nigdzie nie było roku, a bez tego zgłębianie decyzji ustawodawczych jest rzeczą z góry skazaną na porażkę.

W blogu „na stronie” zajmuję się kulturą, więc i to swoje doświadczenie muszę jakoś połączyć z programowym tematem. Otóż zauważyłam, że podobny brak precyzji spotyka się w materiałach dotyczących życia artystycznego.

Chwilo trwaj, powtarzam za Faustem, ale trzymając się ramy następujących po sobie lat. Jeśli Internet tego nie gwarantuje, dbajmy o to sami, wpisując pełną datę w publikowany tekst. (Lublin, 12 lutego 2018)

ŻYCIE NA SŁOŃCU

30 Sty

Jest nas tam pół tuzina, więc w pierwszej chwili chciałam nazwać tę niewielką wspólnotę „bandą sześciorga”. W moim uchu brzmiało echo głośnego określenia dla czwórki radykalnych działaczy Komunistycznej Partii Chin, która działała w czasie rewolucji kulturalnej. Zaraz jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, bo wcale nie zależy mi na podkreślaniu, że łączy nas jakakolwiek wspólnota interesu lub firmujemy jednorodną ideologię. Tym bardziej zaś, że planujemy przejąć władzę i eliminować przeciwników. Gdyby to nawet były indywidualne marzenia, to nigdy nie stały się zespołowym programem.

Kiedy tylko pozwoliłam atrakcyjnie brzmiącej formule rozpłynąć się w niebyt, użyłam wzroku.  Jednak ten zmysł odczytywał równie nieskromny komunikat, jakoby nasza grupka wypełniała sobą wnętrze świetlistej kuli. Pewnie, że wizja tak potężnej energii własnej kusi, ale wychylać się z nią, to już przesada. Śpieszę więc z deklaracją: ten świetlisty krąg to tylko ekran, na którym wyświetlono nasze nazwiska, my sami stoimy znacznie poniżej ognistej kuli – pod słońcem POEZJI.

Mam nadzieję, że wyrażam pogląd pozostałej piątki, choć każde zrobiłoby to innym językiem.

Linie_swiatla_120_www

MEDAL

14 Sty

Medale 700-lecia Miasta Lublin oraz Unii Lubelskiej

Pod koniec 2017 roku ukazał się 150 numer „Akcentu” – kwartalnika literacko-artystycznego, z którym jestem związana od lat. Z tej okazji 14 grudnia w Trybunale odbyła się  jubileuszowa uroczystość.  Oprócz przemówień, koncertu i bankietu były nagrody i wyróżnienia. Mnie przyznano Medal Unii Lubelskiej,  którego jednak nie mogłam odebrać zajęta walką o zdrowie. W gali uczestniczyłam więc tylko myślami, a podczas nieoficjalnej części, już w Redakcji – telefonicznie.

Oczywiście próbowałam to śledzić w Internecie/internecie (nie wiem, jaki uzus został przyjęty), pomna, że jeżeli czegoś tam nie ma, to nie istnieje w ogóle. I oto efekt poszukiwań, czyli przeszukiwania stron. Tom 4(150)2017 poświęcony 150-leciu urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego jest potwierdzony medialnie. Oficjalne obchody też mają swoje wirtualne świadectwo. Także wizerunek medalu i opis trybu, w jakim jest przyznawany, znalazłam bez trudu. Jednak na listę nagrodzonych  nie udało mi się natrafić.

Cóż, jutro w realu przekonam się, ile jest prawdy w powyżej cytowanej mądrości. I czy należy ją skomentować tak samo, jak swego czasu kwitowało się mądrość ludową.

 

DWA BIEGUNY

9 List

Stroi się w piórka skojarzeń. Tu wetknie czerwień dywanów z Cannes, tu mrok salek, w których niegdyś odbywały się festiwale teatralne i gdzie czytało się wiersze. Tam znów trochę szarości życia codziennego dawniej i dziś, a obok najjaśniejsze rozbłyski fajerwerków kultury.

Tak się w moim umyśle kreuje „festiwal”, zmieniając mój mózg w magnes, który zaczyna  przyciągać wszystko, co w jakikolwiek sposób łączy się z tym pojęciem. Informacje medialne z odległych miejsc i  własne doświadczenia z lokalnych przestrzeni lgną do niego jak opiłki metalu. Coraz gęściej oblepiają go też chcące się podczepić idee – jakieś SPOTKANIE (pisane dużymi literami), potrzeba rozmowy, wspólnota artystów i publiczności. Nawet ułuda więzi środowiskowej stara się wcisnąć między inne drobiny, zdające się wołać: razem razem, razem.

 Bez tego festiwal przekształca się w kiermasz z artykułami artystycznymi.

 

A co, jeśli…? (II)

12 Paźdź

Na przykład, Widzu, próbują cię, przekonać, że performans to absolutna nowość, to odsyłam cię do  spektakli teatrów studenckich z lat siedemdziesiątych, kiedy artyści sceny studenckiej angażowali publiczność z najwyższym upodobaniem. Warto też zajrzeć do programu galerii plastycznych jakieś dziesięć lat później. To już kolejny raz ta forma działania zafascynowała teatry.

Ponadto, Drogi Oglądający, nie dawaj wiary w to, że każda propozycja odbiegająca od Twoich doświadczeń odbiorczych, mieści się w grupie teatru performatywnego. Wielu z nich można by przykleić starą dobrą etykietę „happeningu”, jaką określano przedstawienia warszawskiej Akademii Ruchu – grupy założonej w 1973 roku. Ten operujący prostą narracją wizualną zespół odnosił się w swoich wypowiedziach do najbardziej aktualnych problemów społecznych. Szczególnym przedłużeniem działania grupy jest Janusz Bałdyga, absolwent ASP, który wciąż propaguje te idee w przestrzeni wystawienniczej

Jednak formalne rozróżnienia są niczym wobec siły oddziaływania konkretnej propozycji, którą czujemy lub nie – bez względu na nurt, jaki reprezentuje.

%d blogerów lubi to: